Otworzyłam zmęczone powieki i spojrzałam na zegarek. Była 7 rano.
Powoli zwlekłam się z łóżka i ruszyłam w stronę łazienki. Popatrzyłam w
lustro i zobaczyłam to co zwykle.. Zmęczoną dziewczynę, która nie ma
prywatnego życia.. Żyłam tylko i wyłącznie pracą, dzięki której jeszcze w
ogóle żyłam. Nie było mi łatwo. Zawsze mi czegoś w życiu brakowało.
Tłumaczyłam to dzieciństwem bez osób, które są w tym czasie najbardziej
potrzebne. Tak na prawdę, to byłam sama jak palec. Po prostu sama.. Nie
miałam nikogo, oprócz babci, która od śmierci dziadka, całymi dniami
wpatrywała się w telewizor. Nie miała na nic siły. Jej emerytura
wynosiła marne 200 dolarów, które były potrzebne na opłacenie mieszkania
za każdy miesiąc. Ja zarabiałam 500 dolarów. Za te pieniądze musiałam
utrzymać siebie i babcię. Było ciężko. Zastanawiałam się tylko co się
stanie, gdy zabraknie również babci. W sumie zamknęła się w sobie. Z
nikim nie rozmawia. Tylko czasami. Ale przynajmniej mam do kogo się
odezwać. Zawsze musiałam na siebie harować. Nie było czasu na
przyjaciół.. Jakieś pierwsze miłości. Dopadała mnie szara prawda. Nie
miałam nikogo.. Ubrałam się w to co zwykle. Jeansy, koszulkę i trampki.
Uczesałam włosy i poprawiłam lekki makijaż, którego używałam tylko
dlatego, żeby nie było widać mojego przemęczenia. Miałam wielkie wory
pod oczami. Wyszłam z łazienki i zajrzałam do pokoju babci. Jak zwykle
oglądała telewizję. Powtarzała to dzień w dzień. Tylko to.. Nic więcej
nie robiła. Podeszłam do niej i spojrzałam na nią smutno. Popatrzyła na
mnie, a później znowu wpatrywała się w ekran. Pocałowałam ją w policzek i
wyszłam z pokoju. Ponownie spojrzałam na zegarek i zaczęłam się
spieszyć. Była 7:30. Wyszłam z domu i przekręciłam drzwi na klucz.
Babcia i tak nigdzie nie wychodziła. Nikt też jej nie odwiedzał. Szłam
dziurawym chodnikiem, na którym można było wywrócić się na pierwszej
płytce.. Szłam prosto przed siebie, co chwila zerkając na zegarek. Nie
chciałam się spóźnić. Tym czasem byłam już na przedmieściach Los
Angeles. Tak zwane 'ulice strachu'. Alkohol. Narkotyki. Latało tam dużo
debili z nożami i tak dalej.. Ale ja chodziłam tą samą drogą od jakichś
czterech lat i jeszcze nigdy nic mi się nie stało. Przyspieszyłam trochę
kroku gdy po raz kolejny spojrzałam na zegarek. Nagle usłyszałam dziwny
dźwięk.. Coś jakby butelka tocząca się po asfalcie. Przystanęłam na
chwilę i spojrzałam na stare bunkry. Niczego tam nie dostrzegła, więc
ruszyłam dalej w drogę. Po chwili znowu usłyszałam ten sam dźwięk.
Ponownie przystanęłam i rozejrzałam się dookoła. Gdy po raz trzeci
rozbrzmiał dźwięk toczącej butelki, zaczęłam iść tak szybko jak tylko
mogłam. Nie chciałam biec, bo wiedziałam, że jak uciekasz, to ktoś
zawsze zacznie cię gonić.. Nagle poczułam strasznie mocny ból w plecach i
upadłam. Odwróciłam się i zobaczyłam jakąś postać. Nie widziałam
twarzy, ale byłam prawie pewna, że był to mężczyzna. Po chwili zrobiło
mi się ciemno przed oczami. Czułam tylko jak ktoś bierze mnie na ręce i
gdzieś zanosi. Nic więcej nie pamiętam..
________________________________________________
Hej. Jak już widać blog jest o Chesterze z zespołu Linkin Park. Jeżeli tu jesteś i zdecydowałeś/aś się przeczytać pierwszy rozdział, to serdecznie Ci dziękuję : ) Jeżeli możesz to zostaw komentarz. Będę wdzięczna ; )
zapowiada się super.! ja zapraszam do komentowania i obserwowania mojego bloga : zycie-na100latki.blogspot.com
OdpowiedzUsuń