niedziela, 24 lutego 2013

Rozdział 1

Otworzyłam zmęczone powieki i spojrzałam na zegarek. Była 7 rano. Powoli zwlekłam się z łóżka i ruszyłam w stronę łazienki. Popatrzyłam w lustro i zobaczyłam to co zwykle.. Zmęczoną dziewczynę, która nie ma prywatnego życia.. Żyłam tylko i wyłącznie pracą, dzięki której jeszcze w ogóle żyłam. Nie było mi łatwo. Zawsze mi czegoś w życiu brakowało. Tłumaczyłam to dzieciństwem bez osób, które są w tym czasie najbardziej potrzebne. Tak na prawdę, to byłam sama jak palec. Po prostu sama.. Nie miałam nikogo, oprócz babci, która od śmierci dziadka, całymi dniami wpatrywała się w telewizor. Nie miała na nic siły. Jej emerytura wynosiła marne 200 dolarów, które były potrzebne na opłacenie mieszkania za każdy miesiąc. Ja zarabiałam 500 dolarów. Za te pieniądze musiałam utrzymać siebie i babcię. Było ciężko. Zastanawiałam się tylko co się stanie, gdy zabraknie również babci. W sumie zamknęła się w sobie. Z nikim nie rozmawia. Tylko czasami. Ale przynajmniej mam do kogo się odezwać. Zawsze musiałam na siebie harować. Nie było czasu na przyjaciół.. Jakieś pierwsze miłości. Dopadała mnie szara prawda. Nie miałam nikogo.. Ubrałam się w to co zwykle. Jeansy, koszulkę i trampki. Uczesałam włosy i poprawiłam lekki makijaż, którego używałam tylko dlatego, żeby nie było widać mojego przemęczenia. Miałam wielkie wory pod oczami. Wyszłam z łazienki i zajrzałam do pokoju babci. Jak zwykle oglądała telewizję. Powtarzała to dzień w dzień. Tylko to.. Nic więcej nie robiła. Podeszłam do niej i spojrzałam na nią smutno. Popatrzyła na mnie, a później znowu wpatrywała się w ekran. Pocałowałam ją w policzek i wyszłam z pokoju. Ponownie spojrzałam na zegarek i zaczęłam się spieszyć. Była 7:30. Wyszłam z domu i przekręciłam drzwi na klucz. Babcia i tak nigdzie nie wychodziła. Nikt też jej nie odwiedzał. Szłam dziurawym chodnikiem, na którym można było wywrócić się na pierwszej płytce.. Szłam prosto przed siebie, co chwila zerkając na zegarek. Nie chciałam się spóźnić. Tym czasem byłam już na przedmieściach Los Angeles. Tak zwane 'ulice strachu'. Alkohol. Narkotyki. Latało tam dużo debili z nożami i tak dalej.. Ale ja chodziłam tą samą drogą od jakichś czterech lat i jeszcze nigdy nic mi się nie stało. Przyspieszyłam trochę kroku gdy po raz kolejny spojrzałam na zegarek. Nagle usłyszałam dziwny dźwięk.. Coś jakby butelka tocząca się po asfalcie. Przystanęłam na chwilę i spojrzałam na stare bunkry. Niczego tam nie dostrzegła, więc ruszyłam dalej w drogę. Po chwili znowu usłyszałam ten sam dźwięk. Ponownie przystanęłam i rozejrzałam się dookoła. Gdy po raz trzeci rozbrzmiał dźwięk toczącej butelki, zaczęłam iść tak szybko jak tylko mogłam. Nie chciałam biec, bo wiedziałam, że jak uciekasz, to ktoś zawsze zacznie cię gonić.. Nagle poczułam strasznie mocny ból w plecach i upadłam. Odwróciłam się i zobaczyłam jakąś postać. Nie widziałam twarzy, ale byłam prawie pewna, że był to mężczyzna. Po chwili zrobiło mi się ciemno przed oczami. Czułam tylko jak ktoś bierze mnie na ręce i gdzieś zanosi. Nic więcej nie pamiętam..

________________________________________________
Hej. Jak już widać blog jest o Chesterze z zespołu Linkin Park. Jeżeli tu jesteś i zdecydowałeś/aś się przeczytać pierwszy rozdział, to serdecznie Ci dziękuję : ) Jeżeli możesz to zostaw komentarz. Będę wdzięczna ; )

1 komentarz:

  1. zapowiada się super.! ja zapraszam do komentowania i obserwowania mojego bloga : zycie-na100latki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń