Obudziłam się związana na krześle w jakimś starym magazynie. Dookoła było tylko pełno opon samochodowych. Śmierdziało tam zdechłymi szczurami i było ciemno. Na dworze też robiło się już ponuro. Były tam takie wielkie, brudne i z wielu stron powybijane okiennice. Wokół twarzy miałam zawiązaną jakąś chustę. Próbowałam wypchac ją z ust. Po jakimś czasie mi się to udało. Na dworze robiło się coraz ciemniej. Zaczęłam krzyczec, najgłośniej jak tylko umiałam. Krzyczałam i krzyczałam, ale nikt się nie zjawił. Zaczęłam się bac. Kto i po co mnie tu przywlukł? Czego ode mnie chce? Co takiego zrobiłam? Moje bezustanne wołania o pomoc ciągle biły się z tymi myślami. Nagle wielka garażowa brama od owego magazynu otworzyła się i do środka wjechał czarny Jeep. Wysiadło z niego trzech wysokich, napompowanych facetów i jeden dużo chudszy i niższy. Wszyscy byli ubrani na czarno. Ten mniejszy miał na sobie garnitur. Nie odzywali się ani słowem. Jeden z tych dużych podszedł do mnie i zaczął odwiązywac sznur, którym byłam związana.
- Czego ode mnie chcecie? - spytałam, ale żaden z nich nawet na mnie nie spojrzał.
Ogromny koleś odwiązał do końca sznur i podniósł mnie z krzesła. Popchnął i kazał mi iśc w stronę auta. Wykorzystując sytuację, że był daleko ode mnie zaczęłam biec do otwartej bramy. Nagle zza samochodu wyszedł kolejny z nich i nie miałam już gdzie uciekac. Niski facet spojrzał na mnie z pogardą i lekko się uśmiechnął. Podszedł do mnie drugi z tych wielkich i złapał za ramię. Otworzył bagażnik i kazał mi wsiadac. Nie miałam zamiaru jechac w bagażniku. Szarpałam się. Duży w końcu wkurzył się i wsadził mnie do bagażnika, po czym go zamknął. Miałam rozerwaną koszulkę i trampki całe w błocie. Oni wszyscy wsiedli do samochodu i ruszyli. Krzyczałam, pukałam w szybę. Między bagażnikiem a ich siedzeniami była szyba i kratka. Podejrzewałam, że to nie ich pierwszy raz. Wydawało mi się, że na dworze jest już ciemno, podczas gdy tam świeciło jeszcze dosyc ostre słońce. Nadal krzyczałam i waliłam w szybę z całych sił, łudząc się, że ktoś mnie usłyszy. Nie jechaliśmy zbyt długo. Samochód zatrzymał się i wszyscy wysiedli. Wszyscy oprócz mnie. Myślałam o tym co się ze mną stanie. Bałam się. Ale byłam bezradna. Pomyślałam o babci. Jest tam sama. Co zrobi beze mnie? Jak sobie poradzi? Bałam się coraz bardziej. Próbowałam otworzyc jakoś ten cholerny bagażnik, ale na próżno. Siedziałam i dalej myślałam o swoim losie. Po chwili bagażnik sam sie otworzył. Przed sobą zobaczyłam jednego z tych napompowanych. Kazał mi wysiąsc i isc przed sobą, co chwile mnie popychając. Przed sobą zobaczyłam kolejny stary magazyn. Jakieś bunkry, ale nie wiedziałam gdzie dokładnie jestem. Weszliśmy do środka. Stali tam pozostali kolesie z samochodu. Nadal nie odzywali sie ani słowem. Jakby nie umieli mówic.. Po prawej stronie na środku stało kolejne krzesło. Kazał mi usiąsc i ponownie związał. Włożył znowu jakąś chuste do ust i zawiązał wokół twarzy. Szarpałam sie, próbowałam go kopnac, cokolwiek zrobic. Nagle wsiedli do samochodu i odjechali, tak po prostu. Ponownie udało mi sie uwolnic skrepowaną twarz. Teraz już na prawde zaczynało robic sie ciemno. Bałam sie coraz bardziej, nie chciałam zostawac tam na noc, sama. Zaczełam krzyczec, krzyczałam głośniej niż poprzednim razem. Najgłośniej jak tylko umiałam.
- Pomocy! Niech mi ktoś pomoże, błagam! - krzycząc, zaczełam dusic sie łzami. - Czy ktoś mnie słyszy?! Prosze, pomóżcie mi!
Po chwili usłyszałam jakieś kroki. Pewnie wrócili, pomyślałam. Co chcieli ze mną zrobic? Bałam sie ich.
- Halo? Kto tam jest? Gdzie jesteś, co sie stało? - usłyszałam meski, nieco zachrypniety głos.
Odetchnełam z ulgą. Płakałam wtedy już ze szcześcia..
_____________________________________________________________
heeeej. W końcu zdecydowałam sie napisac drugi rozdział, pod wpływem opinii bliskich mi osób i dziekuje im za to. Mam nadzieje, że nie jest tak źle :) Prosze was jeżeli już tu zajrzycie, zostawcie chociaż krótki komentarz czy podoba Wam sie, czy też nie. To dla mnie na prawde bardzo ważne i z góry dziekuje. <3
Na początku była nicość.. ...A potem był Chester Bennington.
piątek, 28 lutego 2014
niedziela, 24 lutego 2013
Rozdział 1
Otworzyłam zmęczone powieki i spojrzałam na zegarek. Była 7 rano.
Powoli zwlekłam się z łóżka i ruszyłam w stronę łazienki. Popatrzyłam w
lustro i zobaczyłam to co zwykle.. Zmęczoną dziewczynę, która nie ma
prywatnego życia.. Żyłam tylko i wyłącznie pracą, dzięki której jeszcze w
ogóle żyłam. Nie było mi łatwo. Zawsze mi czegoś w życiu brakowało.
Tłumaczyłam to dzieciństwem bez osób, które są w tym czasie najbardziej
potrzebne. Tak na prawdę, to byłam sama jak palec. Po prostu sama.. Nie
miałam nikogo, oprócz babci, która od śmierci dziadka, całymi dniami
wpatrywała się w telewizor. Nie miała na nic siły. Jej emerytura
wynosiła marne 200 dolarów, które były potrzebne na opłacenie mieszkania
za każdy miesiąc. Ja zarabiałam 500 dolarów. Za te pieniądze musiałam
utrzymać siebie i babcię. Było ciężko. Zastanawiałam się tylko co się
stanie, gdy zabraknie również babci. W sumie zamknęła się w sobie. Z
nikim nie rozmawia. Tylko czasami. Ale przynajmniej mam do kogo się
odezwać. Zawsze musiałam na siebie harować. Nie było czasu na
przyjaciół.. Jakieś pierwsze miłości. Dopadała mnie szara prawda. Nie
miałam nikogo.. Ubrałam się w to co zwykle. Jeansy, koszulkę i trampki.
Uczesałam włosy i poprawiłam lekki makijaż, którego używałam tylko
dlatego, żeby nie było widać mojego przemęczenia. Miałam wielkie wory
pod oczami. Wyszłam z łazienki i zajrzałam do pokoju babci. Jak zwykle
oglądała telewizję. Powtarzała to dzień w dzień. Tylko to.. Nic więcej
nie robiła. Podeszłam do niej i spojrzałam na nią smutno. Popatrzyła na
mnie, a później znowu wpatrywała się w ekran. Pocałowałam ją w policzek i
wyszłam z pokoju. Ponownie spojrzałam na zegarek i zaczęłam się
spieszyć. Była 7:30. Wyszłam z domu i przekręciłam drzwi na klucz.
Babcia i tak nigdzie nie wychodziła. Nikt też jej nie odwiedzał. Szłam
dziurawym chodnikiem, na którym można było wywrócić się na pierwszej
płytce.. Szłam prosto przed siebie, co chwila zerkając na zegarek. Nie
chciałam się spóźnić. Tym czasem byłam już na przedmieściach Los
Angeles. Tak zwane 'ulice strachu'. Alkohol. Narkotyki. Latało tam dużo
debili z nożami i tak dalej.. Ale ja chodziłam tą samą drogą od jakichś
czterech lat i jeszcze nigdy nic mi się nie stało. Przyspieszyłam trochę
kroku gdy po raz kolejny spojrzałam na zegarek. Nagle usłyszałam dziwny
dźwięk.. Coś jakby butelka tocząca się po asfalcie. Przystanęłam na
chwilę i spojrzałam na stare bunkry. Niczego tam nie dostrzegła, więc
ruszyłam dalej w drogę. Po chwili znowu usłyszałam ten sam dźwięk.
Ponownie przystanęłam i rozejrzałam się dookoła. Gdy po raz trzeci
rozbrzmiał dźwięk toczącej butelki, zaczęłam iść tak szybko jak tylko
mogłam. Nie chciałam biec, bo wiedziałam, że jak uciekasz, to ktoś
zawsze zacznie cię gonić.. Nagle poczułam strasznie mocny ból w plecach i
upadłam. Odwróciłam się i zobaczyłam jakąś postać. Nie widziałam
twarzy, ale byłam prawie pewna, że był to mężczyzna. Po chwili zrobiło
mi się ciemno przed oczami. Czułam tylko jak ktoś bierze mnie na ręce i
gdzieś zanosi. Nic więcej nie pamiętam..
________________________________________________
Hej. Jak już widać blog jest o Chesterze z zespołu Linkin Park. Jeżeli tu jesteś i zdecydowałeś/aś się przeczytać pierwszy rozdział, to serdecznie Ci dziękuję : ) Jeżeli możesz to zostaw komentarz. Będę wdzięczna ; )
________________________________________________
Hej. Jak już widać blog jest o Chesterze z zespołu Linkin Park. Jeżeli tu jesteś i zdecydowałeś/aś się przeczytać pierwszy rozdział, to serdecznie Ci dziękuję : ) Jeżeli możesz to zostaw komentarz. Będę wdzięczna ; )
Subskrybuj:
Posty (Atom)